Na jednym z internetowych for, gdzie kiedyś informowaliśmy o powstaniu Déjà-Mort, użytkowniczka o nicku Ninka napisała posta, który uważamy za ważny, i na którego odpowiedź pozwalamy sobie zamieścić na naszych łamach.
Post w całości wygląda tak (pisownia oryginalna zachowana):
Na blog właśnie spoglądam, ale wtrącę się odnośnie gotyku. Gotyk to styl muzyczny z lat 80. Tak naprawdę nie ma w nim prawie NIC wspólnego z obecną modą gotycką, a już z wnętrzem w ogóle. Jako gotka- fanka Sisters of Mercy i Bauhausu- muszę przyznać, że moje postrzeganie rzeczywistości charakteryzuje się obiektywizmem, racjonalizmem, i materializmem, nie ma we mnie krzty romantyzmu i wrażliwości. Wręcz często odrzuca mnie od nadmiernej egzaltacji. Wolę sobie popatrzeć.
I serio, gotyk nie jest kwestią interpretacji… jest tym, czym jest, dokładnie jak lolita, tylko definicje gotyku dawno się rozpierzchły i każdy udaje, że ich nie zna albo faktycznie ich nie zna. Co nie znaczy, że gotyk jest płynny i „jest tym, co autor miał na myśli”.
Dla nas oczywiście gotyk jest kwestią interpretacji oraz kontekstu. To, do czego odnosi się termin gotyk, ulega zmianom i ciężko z tym polemizować, jeśli tylko ma się w pamięci historyczną ewolucję tego terminu. Bo przecież mianem gotyku określa się styl w sztuce średniowiecznej, odmianę preromantycznej prozy czy rodzaj czcionki. W pierwszej połowie XIX wieku, w Szwecji, istniało nawet Towarzystwo Gotyckie (Götiska Förbundet), do którego należał jeden z moich ulubionych pisarzy tamtego okresu, Ezajasz Tegnér. Dlaczego fani Bauhaus mieliby mieć większe prawo do określenia gotyk, niż największy poeta Szwecji?
Jeśli więc istnieje tyle sposobów rozumienia terminu gotyk, a wymieniam tu tylko kilka z nich, co to znaczy? Że wszyscy ludzie używający go w innym zakresie, niż postuluje to Ninka, są w błędzie? A może raczej istnieje coś takiego, co w pewien sposób łączy wszystkie te znaczenia? Pewna – trudna do określenia – „istota” gotyku, która pojawia się zarówno w niektórych przykładach średniowiecznej architektury, w Zamczysku w Otranto, poezji Tegnéra, muzyce Bauhaus ale także projektach Alexandra McQueena. Ku takiemu rozwiązaniu się skłaniam.
Dla nas gotyk jest właśnie tą niedefiniowalną (lub może: trudną do zdefiniowania) cząstką obecną we współczesnej kulturze, której rozmaite ślady w rozmaitych zakamarkach kultury tropimy i przedstawiamy na Déjà-Mort. Rozumiemy, że ktoś może na własny użytek definiować gotyk w odmienny sposób, na przykład jako „obiektywizm, racjonalizm i materializm” lub jako „Sisters of Mercy i Bauhaus”. Pierwsza z tych formuł wydaje nam się jednak bardzo smutna, druga zaś – wyczerpana. Nie chcemy nikogo namawiać, by przyjął naszą (nie taką znów osamotnioną) wizję gotyku, prosimy tylko: nie wymagajcie od nas uznania Waszych. Bo nawet, jeśli w swym „obiektywizmie” sądzicie, że są one jedynymi słusznymi, to nie prawda, a sprzeczanie się o to, czyj „obiektywizm” jest bardziej „prawdziwy” nie ma, i nie będzie miało, sensu.
Niemniej ciekawi jesteśmy, co sądzisz o tym Ty, nasz Czytelniku? Czym dla Ciebie jest/był/będzie gotyk i jaka jest Twoja prywatna definicja?
To znowu ja, tym razem odpowiem tutaj
Idąc w kierunku gotyku jako będącego „tą niedefiniowalną (lub może: trudną do zdefiniowania) cząstką obecną we współczesnej kulturze” przechodzimy od gotyku do inspiracji gotyckich, które faktycznie są bardziej rozległe i trudniejsze do zdefiniowania. Architekturę pominę, ponieważ ewidentnie blog jak i dyskusja jest prowadzona nt. gotyku w kulturze współczesnej- jednak rzeczy nawiązujące właśnie do katedr gotyckich czy powieści gotyckiej typu „Frankenstein” absolutnie są gotyckie, jednak jest to inna definicja tego słowa. W związku z tym moda nawiązująca do frankensteina, drakuli, średniowiecza może być inspirowana gotykiem, jak i moda i muzyka nawiązująca do muzyki gotyckiej, czyli gotyku post-punkowego. Jednak nie zgadzam się z definicją gotyku, dość popularną obecnie, głoszącą, że gotyk to TYLKO i WYŁĄCZNIE interpretacja autora. Nie twierdzę, że ten blog prezentuje takie właśnie stanowisko- wydaje mi się, że jest ono bliżej „inspiracji gotyckich interpretowanych przez autora”. Ale wracając do popularnej definicji, kończy się ona albo popadaniem w skrajność pt. „wszystko, co ja uznaję za gotyk, jest gotykiem”, a także różne jej wariacje. Niektórzy dochodzą do wniosków, że np. Sisters of mercy to nie gotyk, bo to rock, za to Evanescence (czy co innego) owszem. Jeśli chodzi o „gotyckie inspiracje”, to są różnorodne, a także ciekawie tu prezentowane, ale mimo wszystko sam gotyk nie jest bardzo trudny do zdefiniowania, poczynając na katedrach i powieści gotyckiej, kończąc na deathrocku i post-punku.
A także oddaję piłeczkę, „nie wymagajcie od nas uznania Waszych opinii”,
Na koniec dodam tylko że obiektywizm jest obiektywny, więc pozostaje w 100% zgodny ze stanem rzeczywistym, w związku z czym nie ma „czyjegoś obiektywizmu”, jest tylko obiektywizm obiektywny. Wydaje się to być ewidentne, ale post o tym wspomniał. W moim oryginalnym poście użyłam tego zdania do krótkiej charakterystyki mojego charakteru, różnego od częstego postrzegana gota jako kogoś romantycznego, emocjonalnego, nie do podkreślenia, że gotyk taki jest. Na temat obiektywizmu proponuję lekturę pani Ayn Rand (absolutnie niegotyckiej).
Pozdrawiam,
Nina
Moim zdaniem gotyk to pewna niedefiniowalna czątka, która trwała w pewnej formie przez wiele stuleci, w każdym przybierając inną formę. I tak na przykład średniowieczne katedry, słynne renesansowe sekcje zwłok i wynalazki Leonarda da Vinci, barokowe „memento mori”, vanitas, później wiktoriański styl, aż do czasów współczesnych, w których czerpiemy jednak inspiracje dawnymi epokami, romantycznością, ale też steampunkiem, pin-upem. Dodam też, że gotyk jest po części sprawą indywidualną – inaczej postrzegac go będą osoby urodzone dwadzieścia lat temu, inaczej – 40 lat temu, a jeszcze inny punkt widzenia przybiorą z pewnością nasze dzieci. Problem polega na tym, że gotyk jest niestały, szybko ewoluuje, a termin ten jest wieloznaczny. Pewnie za jakieś 50 lat „gotykiem” będzie zupełnie coś innego.